czwartek, 21 października 2010

20.10.2010 Środa

Kolejna magiczna data. Dziś gotowałyśmy u mnie, ponieważ jestem zła na Barrego i Rejmondosa. Mojego polskiego współlokatora odwiedził brat, kolega, do Ukrainki Larisy przyjechał chłopak, Mark i dwie Hiszpanki, Lorenzo polecieli do swoich domów. Ktoś inny jest na wycieczce. Niby tak mało nas, a dużo zarazem. Odwiedzili mnie dzisiaj Ania, Bartosz i Sandra. Przegadaliśmy dzisiaj sporo czasu, ale bardzo to lubię. Pokłóciłam się też kolejny raz z Ilonką. Ale nie czuję się winna, w żartach powiedziałam jej prawdę, którą ona doskonale zna. O 20:45 zgodnie z plan, bo przecież plan jest najważniejszy poszłyśmy do Bartosza na seans filmowy, ale film 'Across the universe'("Po drugiej stronie globu"), który nam zaproponował był co najmniej dziwny. Obejrzałyśmy go prawie do końca. Po filmie przyszedł czas na pranie. Miałam szczęście pralnia nr 1(bezpłatna) była wolna. I tak piszę ostatnie zdania opisujące dzisiejszy dzień, jest godzina 2:10 i zaraz idę po ostatnią turę prania. Ilonka z Simoną grają w karty z chłopakami w kuchni. Witaj czwartku!

19.10.2010 Wtorek

Wtorek można uznać za zdecydowanie bardziej udany dzień niż poniedziałek. O 11 wyruszyliśmy do Occupation Museum, by poznać trochę historii Danii i Arhus, gdzie przyszło nam żyć przez kilka miesięcy. Bilet kosztował 30 dkk, a pan, który sprzedawał bilety powiedział, że nie często ma przyjemność gościć zwiedzających z Polski. Sam odwiedził kilka ważnych z historycznego punktu widzenia miejsc w Polsce, takich jak Malbork, Oświęcim, Warszawa.
Po tym odwiedziliśmy kasę teatru, by zorientować się w cenie biletów. Okazuje się, że od poniedziałku do czwartku ceny biletów dla studentów są 50% niższe. Może, przy odrobinie szczęścia, wybiorę się na jakieś przedstawienie? Repertuar już mam.
Chcieliśmy odwiedzić jeszcze jedno muzeum Steno Museum, ale tego dnia było ono zarezerwowane dla innych zwiedzających, głównie dzieci. Postanowiliśmy,że odwiedzimy je innego dnia. Mamy jeszcze trochę czasu.
Po tej krótkiej wycieczce udałyśmy się z Ilonką do youth clubu. Dziś był dzień dla dziewczyn i dlatego razem przygotowywały posiłek-frytki i hamburgery, jak na nastolatki przystało oraz oglądałyśmy wspólnie film. Chłopcy razem z opiekunami mieli inne zajęcie, łowili ryby.
Przed seansem filmowym zapytałam dziewczyn o gatunek filmu, który chcą obejrzeć. Bez wahania powiedziały, że to komedia romantyczna. W trakcie oglądania okazało się, że ten film nie ma nic wspólnego z komedią romantyczną. Wręcz przeciwnie, był to dramat psychologiczny przedstawiający historię uzdolnionego młodego pianisty, który zmagał się z zaburzeniami psychicznymi. Uważam, że dziewczyny były za młode na taki film. To "ciężki" rodzaj kina, który wymaga od widza pewnej dojrzałości. Czułam się zażenowana momentami i pomyślałam: "W Polsce by to nie przeszło. 13-latki nie mogłyby obejrzeć takiego filmu." Był to film duński: "Vanvitting Forelsket"( "Love and Rage"). Po seansie dziewczyny rozeszły się bardzo szybko do domów. Zapytałam więc opiekunki kto wybrał ten film i czy dziewczyny lubią takie kino. Powiedziała mi wtedy, że kupiły film wczoraj, że pewnie sugerowały się okładką i początkowo mówiły, że film, który wybrały to straszne nudy. Spytała, czy podobał mi się film.
Po powrocie próbowałam odszukać Ilonkę, która wyszła wcześniej. Nie zastałam jej w akademiku. Spędziłam czas z moimi współlokatorkami, coraz bardziej je lubię. Potem poszłyśmy z Anią do Ilony, u której spotkałyśmy Simonę, Sandrę i Vaidę. Był też Barry, Rej. Graliśmy w karty. Simona pokazała nam dwie litwińskie gry. Rej strasznie mnie irytuje swoimi żartami. Przegrałam i muszę przygtować dla nich posiłek. Dramat.

18.10.2010 Poniedziałek

Poniedziałki bywają trudne, bez względu na to, że nie muszę wstać o 7:25. Miałam ambitny plan odwiedzić jakieś muzeum w naszym mieście, ale postanowiłam, że zrobię to kolejnego dnia. W zamian ugotowałam sobie rosół, najlepiej jak potrafiłam. Krzątałam się po mieszkaniu kilka godzin po to, by później odwiedzić Ilonkę i Simonę, które zaprosiły naszych znajomych na pancakes party. Poznałam tam Hiszpana o imieniu Pablo. Faceci postanowili zagrać w pokera. Dziewczyny w większości przeniosły się do kuchni, by podglądać poczynania Ilonki, która przygotowywała karpatkę. Towarzyszył nam Barry. Nie był to szczególnie udany wieczór, biorąc pod uwagę, że Ilonka mimo wszystko nie była w nastroju, a ja dalej nie przekonałam się do Kacperka.

niedziela, 17 października 2010

17.10.2010 Niedziela

Niedziela, z racji wczorajszej imprezy była bardzo męcząca. Najpierw Bastek pakował swoje rzeczy, by móc pójść do akademika siostry. Wstałam więc wcześniej, koło 11, ale nie miałam wystarczająco dużo sił, by pójść do Ilonki na wspólny rosół. O 13:30 pożegnałyśmy gości i udałyśmy się do kościoła. Po kościele wróciłyśmy do Hajredalu, zjadłam rosół i poszłyśmy do Simony na herbatkę. Spędziłyśmy u niej miłe popołudnie, pokazała nam wszystkie filmiki z występów i film, na którym widać jak skacze ze spadochronem. Niesamowite. Chyba sama nie miałabym tyle odwagi. Dzisiejszy dzień przejdzie do historii również z innego powodu. Ilonka postanowiła zakosztować smaku wódki, którą przyniósł Mateusz. Była to wódka miętowa domowej roboty. Przed nami jeszcze Tequila party, więc kto wie co nas czeka jutro. Jedno jest pewne-na pewno kac moralny Ilonki:-) Ustaliliśmy również, że idziemy jutro do jednego z duńskich muzeów. Zbiórka jutro o 11:10 na przystanku autobusowym. Mamy co prawda tydzień wolnego, ale każdy jak jeden mąż powtarza: I don't have enough money to go somewhere. Trochę to smutne, ale student potrafi i nie zamierzam nudzić się w tym tygodniu.
Mark właśnie skończył gotować swój hiszpański omlet. Mam nadzieję, że po powrocie przygotuje dla mnie taki sam. Teraz obiecałam poświęcić mu kilka minut na rozmowę, ponieważ jutro wyjeżdża i wraca w przyszłym tygodniu. Do napisania jutro!

16.10.2010 Sobota

Przyjęłam pod mój dach Bastka, młodszego brata Ilony. Ilonka zabrała swoich gości do miasta, nad morze i Bambi parku. Wrócili późno zmęczeni i głodni. Bastek przygotował dla nas dwie pizze. Były pyszne! Potem czekała na nas większa atrakcja. Ilonka była w złym humorze i postanowiła go sobie poprawić jadąc na przejażdżkę samochodem Tomka-kuzyna. Nie mogłam przegapić takiej atrakcji. Było super. Potem, idąc za ciosem wybraliśmy się z Mateuszem i Bastkiem do drugiego akademika. Niestety nie natknęliśmy się na żadną imprezę, ale znaleźliśmy wózek sklepowy, który posłużył nam za kolejny środek transportu. Noc pełna przygód. Po powrocie siedzieliśmy w kuchni Ilonki gawędząc przy herbatce i namawiając brata Ilonki do tego, żeby zaczął mówić po angielsku. Sprawiało mu to wiele trudności ale ostatecznie był bardzo zadowolony i chciał zostać z siostrą dłużej. Barry pomagał mu napisać referat z wizyty w Danii. Powstała z tego zabawna historia. To była długa noc, bo położyłam się do łóżka o 4 nad ranem.

15.10.2010 Piątek

Nadszedł wielki dzień prezentacji naszych 'songs of life'. Cały stres kumulowany przez cały tydzień miał szansę dzisiaj zniknąć z mojego życia przynajmniej na tydzień, bo tak długo będzie trwała nasza przerwa. Wszystko wyszło świetnie. Może za jakiś czas dołączę linki z filmikami z tego dnia. Większość grup potraktowała sprawę bardzo poważnie, a ich przedstawienia były bardzo głębokie i smutne zarazem. Wykładowca, który oceniał nasze przedstawienie powiedział, że wiele razy był w Polsce i często kiedy rano włączał telewizor napotykał się na programy dla dzieci i tak się czuł po naszym występie. Docenił również trud moich koleżanek i kolegi, którzy nauczyli się słów piosenki w języku polskim. Dowiedzieliśmy się również, że po przerwie i praktykach będziemy rozpoczynać zajęcia wcześniej, bo o 8:30 i będziemy kończyć o 15. Nie wyobrażam sobie tego. Po przerwie czeka nas również realizacja projektu we współpracy ze studentami duńskimi.

Około godziny 23 przyjechali długo wyczekiwani przez Ilonkę goście: jej brat, kuzyn, jego dziewczyna, siostra dziewczyny, a zarazem dziewczyna drugiego kolegi-Damiana "Gwoździa". Jak nie trudno się domyślić przywieźli mnóstwo prowiantu z Polski. Zastanawiam się co Ilonka powiedziała mamie, że ta przesłała jej aż tyle rzeczy:-)

czwartek, 14 października 2010

14.10.2010 Czwartek

Odpowiedź na mojego maila nie jest dla mnie satysfakcjonująca. Jak zwykle będę musiała zawalczyć o swoje marzenia. Poza tym, przygotowania do jutrzejszego występu ruszyły pełną parą. Wielogodzinne próby dały efekt. Jednak patrząc na pracę innych grup muszę przyznać, że podeszliśmy do tego bardzo luźno, z drugiej strony nikt z nikim nie walczył, współpracowaliśmy, a jutrzejszy występ będzie owocem pracy całej grupy. Miałam fajną ekipę, muszę przyznać.
O 14 zaproszono nas, wszystkich studentów z mojego kursu na przedstawienie "Jak stałem się człowiekiem" pierwszego roku studentów mojej uczelni.Dołączyli do nas również zaproszeni goście-osoby niepełnosprawne i inni studenci. Przedstawienie reżyserowali znani nam wykładowcy-Klaus, Ole i Annli. Studeci-aktorzy wcielili się w postacie osób w różny sposób niepełnosprawnych. Na scenie gościł też zespół i chórek. Połączenie gry aktorskiej z muzyką na żywo dało piorunujący efekt. Byli świetnie przygotowani. Wielu z nas na początku myślało, że aktorami są osoby niepełnosprawne. Przedstawienie poruszało problem zajęć dla osób niepełnosprawnych, takich jak muzykoterapia, życia na co dzień z niepełnosprawnością. Pewnie miało również głębsze przesłanie, ale niestety bariera językowa(przedstawienie było w języku duńskim)uniemożliwiła mi zrozumienie dialogów. Jestem po raz kolejny zachwycona profesjonalizmem studentów. Widać było, że wymagało to od nich nie lada umiejętności, współpracy i całkowitego zaangażowania. Najbardziej podobał mi się taniec, gdzie za instrumenty posłużyły miotły i gazety. Trudno to opisać, ale cieszę się, że mogłam to usłyszeć i zobaczyć.

Właśnie wróciłam od Vaidy i Barrego, których prosiłam o zaśpiewanie refrenu "Mamy w kuchni". Radzą sobie z tym wyśmienicie, prawie jak rodowici Polacy. Najwięcej problemu sprawia im słowo "przypala".

Ilonka nareszcie otrzymała paczkę z Polski, jest z tego powodu bardzo szczęśliwa i wszyscy, którym o tym powiedziała cieszą się razem z nią:-)
Muszę poprawić moje rogi łosia...

Dzisiaj 14 października, pomyślałam, że dzisiaj jest to również moje święto, bo przecież jestem już licencjonowaną panią nauczycielką:-)