czwartek, 23 września 2010

22.09.2010 Środa

Skończyliśmy o 11:30. Wydawało się to mało prawdopodobne, zważywszy na fakt, iż o 11 nasza wykładowczyni powiedziała nam co mamy przygotować na godzinę 12. Wtedy Vlado powiedział jej, że o 12 to będziemy już w domu. Okazało się, że wykładowcy otrzymują informację, że w środy mają z nami zajęcia do godziny 14. Stąd te wszystkie nieporozumienia.
Nasze zajęcia początkowo opierały się na analizie produktów pracy grupowej. Tworzyliśmy wspólnie katalog sytuacji, w których podobna metoda może zostać zastosowana. Później przyszedł czas na informacje teoretyczne.
Po zajęciach poszłyśmy odwiedzić agencję pracy. Okazało się, że wszystkie stanowiska pracy dorywczej są już zajęte i mają dużo ogłoszeń na cały etat. Mamy wysłać CV i czekać.
Ilonka po raz pierwszy przygotowała racuchy. Są pyszne. Ja wybrałam wariant z jabłkami.
Odwiedził nas również Bartosz, który właśnie wrócił z Polski i jak obiecał przywiózł nam trochę słodkości. Przy okazji pochwalił się swoją znajomością arabskiego przed współlokatorem Ilonki, który mówi w 9(!) językach.

21.09.2010 Wtorek

Wybrałam piosenkę grupy Daft Punk "Harder Better Faster Stronger". Ktoś kiedyś pokazał mi videoklip i strasznie podobało mi się jak ludzie potrafią łączyć w sposób niebanalny mowę ciała z melodią i tekstem. Warto zobaczyć. Polecam. Generalnie, byłam jedyną osobą, która zaprezentowała "alternatywny" house. Pozwólcie, że tak go nazwę na własne potrzeby. Ogromne wrażenie zrobiła na mnie Anica, dziewczyna z Niemiec, która wykonała swoją ulubioną piosenkę w wersji fortepianowej. To doświadczenie nauczyło mnie po raz kolejny, że nie wolno oceniać kogoś na podstawie jego powierzchowności, że to co widzę może być tylko złudzeniem, a prawda o człowieku tkwi w jego głębi. Przypomniałam sobie, że Vajda uwielbia Freddiego Mercury.
Tego samego dnia obejrzeliśmy również nagranie, na którym Johanne współpracując z dziećmi w młodszym wieku szkolnym próbuje stworzyć warunki do gry na instrumentach, do zabawy rytmem, dźwiękiem. Kolejny film pochodził z ośrodka, gdzie terapeuci pracują na co dzień z osobami upośledzonymi, a w swojej pracy wykorzystują muzykę, by pomóc im się rozwijać emocjonalnie i w pewien sposób również intelektualnie. Często jest to kontakt niewerbalny, zważywszy, że wiele z tych osób nie mówi. Widziałam, że wiele osób przerażało na początku łączenie muzyki i ruchu, po czym chętnie wchodzili w interakcję ze swoimi opiekunami.

20.09.2010 Poniedziałek

Kolejny tydzień to kolejny aspekt pracy pedagoga społecznego, pracownika socjalnego. W tym tygodniu zajęcia prowadzi Johanne Hempel. Muzyk, pedagog. ‘Activities in social pedagogic work’ temat bloku zajęć przewidziany do realizacji w ciągu kolejnych trzech dni. Nasza wykładowczyni starała się w praktyce udowodnić, że zajęcia artystyczne mogą być celem w samym sobie, lub też mogą być narzędziem do osiągania innych celów, bez względu na to z jaką grupą wiekową pracujemy. Zajęcia artystyczne, w naszym przypadku zajęcia muzyczne rozwijają umiejętności językowe, fizyczne, pewne kompetencje społeczne i umiejętności poznawcze.Pobudzają wyobraźnię, twórczość, mogą wymagać współpracy pomiędzy członkami grupy i koordynacji. Poza tym dają dużo frajdy. My, na przykład uczyliśmy się prostej piosenki po duńsku po to, by później móc wykorzystać ją w zabawie, a w przyszłości także na praktykach. To również pokazuje, że zajęcia tego typu są przeznaczone dla wszystkich, że aktywność należy do uczestników, którzy są względem siebie równi. Zwłaszcza, jeżeli wykorzystujemy to, by przez zabawę pomagać w rozwoju, przełamywaniu barier, pokonywaniu trudności. Nie nastawiamy się na produkt naszego działania. W moim przypadku piękny śpiew odpada. Dla osób, które mnie znają i tak wielkim zaskoczeniem jest, że nie umarłam ze strachu na samo wyrażenie: zajęcia muzyczne. Na jutro mam przygotować dwie piosenki, o których chciałabym opowiedzieć reszcie mojej grupy …i co by tutaj wybrać.

Sprawdziłam również, czy moja legitymacja jest już do odbioru. Niestety jeszcze nie.
Stosunki między mną i Ilonką uległy wyraźnemu pogorszeniu. Nie czuję się z tym dobrze.

19.09.2010 Niedziela

O 9:40 wybrałyśmy się autobusem, bo jakżeby inaczej, na koncert gospel owy w jednym z kościołów. Niestety nie doczekałyśmy się autobusu, który widnieje w rozkładzie jako numer 17 odjeżdżający z naszego przystanku. Pewnie Sandra źle sprawdziła, ale nie winimy jej za to. Miałyśmy za to poranną rozgrzewkę-trochę biegu i spacer. Dziewczyny z 9 zaprosiły mnie na herbatkę. Pokonwersowałyśmy sobie przez chwilę i poszłam realizować moje nowe postanowienie. O tym później, jak będę wiedziała, że jestem na tyle zdeterminowana, by coś zacząć i skończyć. O 13:20 czekała nas kolejna wycieczka, ponieważ w tym tygodniu była kolej na polską mszę. Po mszy zostaliśmy zaproszeni na kawę i ciastko. Całe szczęście była herbata. Starsi Polacy spotykają się, przyjemnie dyskutując na różne tematy. Każdy z nas miał dzisiaj inny powód, by zostać. Ja byłam wzruszona rozmową z jedną panią na temat tego, iż jesteśmy z Bielska-Białej. Przypomniała sobie, że swego czasu spędzała wakacje w okolicach Szyndzielni. Mówiła to z ogromną nostalgią w głosie. Po powrocie zjadłyśmy obiad ze słoika. Jeszcze mamy kilka zrobionych przez nasze mamy. Potem odwiedziła mnie Sandra. Rozmawiałyśmy z moim współlokatorem Kacprem, który był na wycieczce w Skagen. Pokazał nam zdjęcia, opowiedział conieco. O 21 przyjechała na swoim rowerze długo przez nas oczekiwana Julia z Wielkiej Brytanii. Przywiozła ciasto z jabłkami i ostrężnicami, które znalazła w lesie, specjalnie dla nas. To bardzo miło z jej strony. Przywiozła ze sobą coś jeszcze. Książkę jej taty do nauki polskiego. Teraz książka jest u mnie. Zamierzam nauczyć Julię kilku rzeczy. I sama się czegoś nauczę, bo w końcu to dwujęzyczny podręcznik.
Mogłabym powiedzieć: „I tak minęła kolejna niedziela spędzona w Arhus.” Ale nie z moimi współlokatorami. Urządzili coś w rodzaju konkursu, za każdą straconą kolejkę trzeba było ponieść karę. Jako, że student zawsze jest spragniony i lubi przegrywać, towarzyszyły tej fantastycznej zabawie niesamowite emocje. Rozeszli się o 2 nad ranem.

18.09.2010 Sobota

Wybrałam się razem z pozostałymi 4 Polkami nad jezioro. Nie wiem jak się nazywa, ale jest stosunkowo blisko naszego miejsca zamieszkania i widoki rozpościerające się z jego brzegów są naprawdę imponujące. Niestety, była to krótka wycieczka, ponieważ zaczął padać deszcz, a dziewczyny nie miały nic przeciwdeszczowego. Jakież to nierozsądne z ich strony…
Dzisiaj również otrzymałam żółtą kartę drogą pocztową. Tak, tutaj poczta działa również w soboty.
Vlado zaprosił mnie na kolację organizowaną przez niego i Irę. Potrafi chłopak gotować. Przygotował rybę z warzywami. Pewnie kiedyś udokumentuję to odpowiednim zdjęciem. Atmosfera była wspaniała. Miło jest zjeść wspólny posiłek z ludźmi, którzy Cię lubią.
Większość osób poszła na imprezę do drugiego akademika. Ja jeszcze nie czuję się na tyle pewnie, by brać udział w takich „masówach”. Może następnym razem. Czekam na relację Ilony.

17.09.2010 Piątek

Okazało się, że list, który otrzymała Ilonka odnosił się do tego, iż nie zapłaciła ona czynszu. Oczywiście zapłaciła i ma na to dowody, więc mam nadzieję, że już po wszystkim.
Zajęcia z drugim Gertem były przyjemniejsze niż wczorajsze ale równie męczące. Czasami wydaje mi się, że niektóre teorie zgłębiłam wystarczająco dobrze, by nie wnikać głębiej. Jednak nasz wykładowca sprawił, iż poczułam, że jeszcze wiele przede mną, jeżeli zamierzam skupić się w przyszłości nad zagadnieniami związanymi z komunikacją interpersonalną. Było kilka ćwiczeń praktycznych do wykonania i film-wywiad z Peterem Lanem.
Ten tydzień nie był dla mnie zbyt dobry pod wieloma względami. Ale to co zrobiłam dziś po południu przebiło wszystko. Po tym jak Vlado z Ireną przyszli w odwiedziny do Barrego i świetnie się bawili pistoletem na wodę, postanowiłam, że po tym jak sama zostałam oblana zrewanżuję się i oblałam Vlado wodą prosto z garnka. Nie był szczęśliwy z tego powodu. Musiałam udać się do jego pokoju i przeprosić za moje zachowanie. Mam nadzieję, że przetłumaczy sobie to w GoogleTranslate i przyjmie moje przeprosiny, bo przecież taki fajny z niego chłopak. O 21 powinna odwiedzić nas Brytyjka Julia. Czekam na nią i w wolnej chwili kontynuuję pisanie mojego bloga. Zasadniczo mogę powiedzieć, że na dzisiaj skończyłam. Będę się starała unikać kolejnych nieporozumień.

16.09 Czarny Czwartek

Ten dzień pominę ze względu na to, że był dla mnie niezwykle trudny. Nie chciałabym jeszcze raz opisywać moich negatywnych wrażeń z dzisiejszych zajęć.

Zmieniłam zdanie. Powiem Wam dlaczego byłam tego dnia taka zła. Nasze zadanie polegało na przygotowaniu gry według kryteriów, które wylosowaliśmy. Nie udało nam się zrobić tego tak dobrze jak pozostałe grupy. Byłam tego dnia i zła i smutna. Nie powinnam była czuć się źle, ale bardzo źle znoszę porażki i podobnie traktowałam tą sytuację. Zauważył to Gert. Po prezentacji gier usiedliśmy w kole, żeby jak zawsze porozmawiać o tym co się wydarzyło, jak przebiegała współpraca pomiędzy członkami grup. Gert postanowił jednak urozmaicić ten czas. zaprosił naszą grupę do środka. reszta siedziała na zewnątrz naszego kręgu. Mieliśmy przez 10 minut głośno rozmawiać dlaczego nam się dzisiaj nie powiodło. Co się stało takiego, że innym się udało, a nam się do końca. Potem my mieliśmy siedzieć cicho,a oni o nas rozmawiali. To było straszne. Czułam się jak królik w laboratorium.Fajnie słuchać dobrych rzeczy o sobie, gorzej, zdecydowanie gorzej być po tej drugiej stronie. Kiedy masz słabszy dzień i czujesz, że ktoś wbija ci nóż w plecy.