wtorek, 5 października 2010

27.09.2010 Poniedziałek

Dzisiejsze zajęcia trwały trochę krócej niż wynikało z rozkładu zajęć. Gert przydzielił nam placówki, do których jutro udamy się z wizytą, a za niespełna miesiąc zrobimy praktyki. Nasza placówka jest znajduje się blisko mojego miejsca zamieszkania i skupia dzieci, głównie mniejszość arabską. Jak będzie okaże się jutro.
Do Gerta dołączył Niels, emerytowany wykładowca, współtwórca wielu międzynarodowych programów, który poluje razem z Gertem i odwiedza różne placówki razem ze swoim psem rasy labrador. On jutro zaprowadzi nas i kilka innych osób pod wskazany adres.
Gert powiedział nam również czego oczekuje po naszych praktykach, wręczył nam 3 kartki dotyczące naszych praktyk, zaznaczył, że mamy prowadzić dziennik z wizyt w placówce.

26.09.2010 Niedziela

To była szalona niedziela po szalonej imprezie. Wybrałyśmy się do kościoła na godzinę 14, bo Ilonka była pewna, że o tej godzinie jest hiszpańska msza. Okazało się jednak, że hiszpańska, owszem jest o 14, ale w soboty. Spotkałyśmy pewną starszą panią, Polkę, która dowiedziawszy się, że jesteśmy studentkami z Polski,wręczyła nam reklamówkę pieczywa. Bardzo miło z jej strony. Wiedziałyśmy, że musimy wrócić na 17 do kościoła, więc skorzystałyśmy z zaproszenia pewnego Pana Słowaka, którego poznałyśmy tydzień temu. Uznał,że fajni z nas ludzie i zaprosił na obiad. Gdy dotarłyśmy na miejsce, spotkałyśmy tam Vlado, Irę, Sandrę i Łukasza, który mieszka razem z Panem Dominikiem. Prawdziwy niedzielny obiad z deserem. Mamy prawdziwe szczęście do ludzi, których tutaj spotykamy.

25.09.2010 Sobota

To będzie pamiętny wpis, tak myślę. Bartosz zaprosił nas do siebie na imprezę, więc dlaczego by nie skorzystać? Poszłyśmy z myślą, że będzie to parTEE. Jakież było nasze zaskoczenie, kiedy na stole zobaczyłyśmy jakieś potrawy...Rozpoczęło się od picia herbaty, pogawędki z jego współlokatorami. Jurijem-Rosjaninem. Znacie moją słabość do tego kraju, języka i Johannem-Duńczykiem, który za niedługo zamierza się przenieść w inne miejsce, bliżej Kopenhagi. Potem impreza zaczęła nabierać tempa, w zasadzie od momentu kiedy na stole pojawił się Putinoff. Dołączyło do nas kilka osób, jak Adriana i Rene. Potem wspólnie poszliśmy na imprezę do Skjoldhoju. Było strasznie tłoczno, a muzyka taka sobie, więc przenieśliśmy się w inne miejsce i tam już zostaliśmy. Po powrocie okazało się, że Bartosz zostawił klucze w pokoju i nie ma wyboru, ale wyłamują drzwi, albo dzwoni po caretakera i płaci za otwarcie drzwi 700 koron. Co wybiera student? Oczywiście, nie zadzwonili po caretakera. Cóż to była za noc...

24.09.2010 Piątek

Przez 4 godziny malowaliśmy swoje portrety. Mieliśmy do dyspozycji wszystkie zasoby pracowni, a Thomas chętnie udzielał rad i niezbędnego momentami wsparcia. Bardzo podobała mi się współpraca z tym wykładowcą. Ma w sobie tyle optymizmu i radości z tego co robi, że zaraża nim wszystkich, których spotyka. Po pracy przyszedł czas na wystawienie naszych prac w galerii, w miejscu, które codziennie odwiedza każdy student. Wzbudziliśmy tym trochę zainteresowania wśród duńskich studentów. Po zajęciach poszłam z Sandrą kupić dla niej szal. Wybrała kolor bordowy.

23.09.2010 Czwartek

Zajęcia w Art Classie gwarantują, że nie będziemy się nudzić. Z samego rana przywitał nas Thomas, nasz wykładowca. Starszy Pan zakochany w sztuce. Ćwiczenia rozpoczęliśmy od namalowania sylwetki swojego partnera na grubej foli przemysłowej, później zamieniliśmy się rolami. Model malował malarza. A na koniec wywiesiliśmy nasze sylwetki w oknach stołówki. Każdy mógł podziwiać nasze dzieło. Kolejne zadanie polegało na ilustracji muzyki z kanonu muzyki klasycznej za pomocą rysunku. Ciekawe ćwiczenie, kiedy wykonujesz je wspólnie z innymi na papierze przyklejonym do ściany,kiedy starasz się połączyć swoje malowidło z dziełem twojego sąsiada lub sąsiadki. Po przerwie Thomas opowiedział i pokazał nam fragment swojego życia, jego dorobek jako artysty. Najbardziej inspirujące dla mnie było wysłuchanie historii o malowaniu drewnianych palet wspólnie z dziećmi, po to, by później utworzyć z nich labirynt, miejsce do zabawy. Kiedy Thomas kilka miesięcy później razem z innymi osobami poleciał do Afryki, osoby odpowiedzialne poprosiły go o wykonanie czegoś podobnego z miejscowymi dziećmi. Te miejsca odgrodzone za pomocą kolorowych płotków stały się symbolem bezpieczeństwa, gdzie nie ma miejsca dla narkotyków i wykorzystywania dzieci.
Kolejny pomysł Thomasa polegał na tym, że mieliśmy rysować kogoś kogo znamy najlepiej, czyli siebie. Najpierw z zamkniętymi oczami, potem spoglądając tylko do lusterka, potem malował nas nasz sąsiad.Na koniec szukaliśmy inspiracji do wykonania własnego portretu w jakimś określonym stylu. Po czym każdy z nas malował podkład swojego płótna białą farbą.

czwartek, 23 września 2010

22.09.2010 Środa

Skończyliśmy o 11:30. Wydawało się to mało prawdopodobne, zważywszy na fakt, iż o 11 nasza wykładowczyni powiedziała nam co mamy przygotować na godzinę 12. Wtedy Vlado powiedział jej, że o 12 to będziemy już w domu. Okazało się, że wykładowcy otrzymują informację, że w środy mają z nami zajęcia do godziny 14. Stąd te wszystkie nieporozumienia.
Nasze zajęcia początkowo opierały się na analizie produktów pracy grupowej. Tworzyliśmy wspólnie katalog sytuacji, w których podobna metoda może zostać zastosowana. Później przyszedł czas na informacje teoretyczne.
Po zajęciach poszłyśmy odwiedzić agencję pracy. Okazało się, że wszystkie stanowiska pracy dorywczej są już zajęte i mają dużo ogłoszeń na cały etat. Mamy wysłać CV i czekać.
Ilonka po raz pierwszy przygotowała racuchy. Są pyszne. Ja wybrałam wariant z jabłkami.
Odwiedził nas również Bartosz, który właśnie wrócił z Polski i jak obiecał przywiózł nam trochę słodkości. Przy okazji pochwalił się swoją znajomością arabskiego przed współlokatorem Ilonki, który mówi w 9(!) językach.

21.09.2010 Wtorek

Wybrałam piosenkę grupy Daft Punk "Harder Better Faster Stronger". Ktoś kiedyś pokazał mi videoklip i strasznie podobało mi się jak ludzie potrafią łączyć w sposób niebanalny mowę ciała z melodią i tekstem. Warto zobaczyć. Polecam. Generalnie, byłam jedyną osobą, która zaprezentowała "alternatywny" house. Pozwólcie, że tak go nazwę na własne potrzeby. Ogromne wrażenie zrobiła na mnie Anica, dziewczyna z Niemiec, która wykonała swoją ulubioną piosenkę w wersji fortepianowej. To doświadczenie nauczyło mnie po raz kolejny, że nie wolno oceniać kogoś na podstawie jego powierzchowności, że to co widzę może być tylko złudzeniem, a prawda o człowieku tkwi w jego głębi. Przypomniałam sobie, że Vajda uwielbia Freddiego Mercury.
Tego samego dnia obejrzeliśmy również nagranie, na którym Johanne współpracując z dziećmi w młodszym wieku szkolnym próbuje stworzyć warunki do gry na instrumentach, do zabawy rytmem, dźwiękiem. Kolejny film pochodził z ośrodka, gdzie terapeuci pracują na co dzień z osobami upośledzonymi, a w swojej pracy wykorzystują muzykę, by pomóc im się rozwijać emocjonalnie i w pewien sposób również intelektualnie. Często jest to kontakt niewerbalny, zważywszy, że wiele z tych osób nie mówi. Widziałam, że wiele osób przerażało na początku łączenie muzyki i ruchu, po czym chętnie wchodzili w interakcję ze swoimi opiekunami.