czwartek, 14 października 2010

14.10.2010 Czwartek

Odpowiedź na mojego maila nie jest dla mnie satysfakcjonująca. Jak zwykle będę musiała zawalczyć o swoje marzenia. Poza tym, przygotowania do jutrzejszego występu ruszyły pełną parą. Wielogodzinne próby dały efekt. Jednak patrząc na pracę innych grup muszę przyznać, że podeszliśmy do tego bardzo luźno, z drugiej strony nikt z nikim nie walczył, współpracowaliśmy, a jutrzejszy występ będzie owocem pracy całej grupy. Miałam fajną ekipę, muszę przyznać.
O 14 zaproszono nas, wszystkich studentów z mojego kursu na przedstawienie "Jak stałem się człowiekiem" pierwszego roku studentów mojej uczelni.Dołączyli do nas również zaproszeni goście-osoby niepełnosprawne i inni studenci. Przedstawienie reżyserowali znani nam wykładowcy-Klaus, Ole i Annli. Studeci-aktorzy wcielili się w postacie osób w różny sposób niepełnosprawnych. Na scenie gościł też zespół i chórek. Połączenie gry aktorskiej z muzyką na żywo dało piorunujący efekt. Byli świetnie przygotowani. Wielu z nas na początku myślało, że aktorami są osoby niepełnosprawne. Przedstawienie poruszało problem zajęć dla osób niepełnosprawnych, takich jak muzykoterapia, życia na co dzień z niepełnosprawnością. Pewnie miało również głębsze przesłanie, ale niestety bariera językowa(przedstawienie było w języku duńskim)uniemożliwiła mi zrozumienie dialogów. Jestem po raz kolejny zachwycona profesjonalizmem studentów. Widać było, że wymagało to od nich nie lada umiejętności, współpracy i całkowitego zaangażowania. Najbardziej podobał mi się taniec, gdzie za instrumenty posłużyły miotły i gazety. Trudno to opisać, ale cieszę się, że mogłam to usłyszeć i zobaczyć.

Właśnie wróciłam od Vaidy i Barrego, których prosiłam o zaśpiewanie refrenu "Mamy w kuchni". Radzą sobie z tym wyśmienicie, prawie jak rodowici Polacy. Najwięcej problemu sprawia im słowo "przypala".

Ilonka nareszcie otrzymała paczkę z Polski, jest z tego powodu bardzo szczęśliwa i wszyscy, którym o tym powiedziała cieszą się razem z nią:-)
Muszę poprawić moje rogi łosia...

Dzisiaj 14 października, pomyślałam, że dzisiaj jest to również moje święto, bo przecież jestem już licencjonowaną panią nauczycielką:-)

środa, 13 października 2010

13.10.2010 Środa

Wszystko wypada mi dzisiaj z rąk i rozbiłam lusterko. Uff...dobrze, że nie wierzę w przesądy. Sprawdziłam jednak- tylko dwa kawałki. Na uczelni czekało nas sporo pracy. Nasz opiekun obejrzał naszą próbę, udzielił kilku wskazówek. Chyba był zadowolony, ale oczekuje od nas czegoś więcej, więc trzeba będzie się postarać. Po zajęciach postanowiłam dokończyć lekturę ostatniej części sagi "Zmierzch". Napisałam również ważnego maila i oczekuję na odpowiedź. Ćwiczyłam śpiewanie piosenek w zakamarkach mojego pokoju, przygotowałam rogi łosia. Teraz zbieram się do snu, bo jakoś niewyraźnie dziś wyglądam.

12.10.2010 Wtorek

Postanowiliśmy zmienić piosenkę Aine na moją piosenkę o mamie. Przygotowaliśmy pewne rekwizyty i opracowaliśmy koncepcję. Posuwamy się małymi kroczkami do przodu, podczas, gdy pozostałe zespoły pracują pełną parą. Po tym dniu czułam, że źle się czuję i resztę dnia spędziłam pod kołderką, bo przecież nie mogę się rozchorować przed występem. Ilonka zakomunikowała, że przyjeżdża w piątek jej brat, przyszywany kuzyn i 3 inne osoby.

11.10.2010 Poniedziałek

Przygotowania do projektu trwają nadal. Dołączyła do nas Aine, która wróciła z Irlandii. Utknęliśmy jednak przy piosence zespołu Queen "Don't stop me now". Nie wiemy jak zaprezentować ją widowni. A do piątku pozostało już tak niewiele czasu.

Pierwsza wizyta w Bibliotece uniwersyteckiej. Wspaniałe miejsce. Ogromna przestrzeń, dominujące kolory biały i żółty, bardzo przytulnie i ciepło. Na parterze, w bufecie można spokojnie zjeść posiłek, odpocząć, zrobić sobie przerwę. Na piętrze znajduje się czytelnia urządzona w typowym skandynawskim stylu. Moje pierwsze skojarzenie: Ikea. Mnóstwo komputerów z dostępem do internetu, całkowita komputeryzacja biblioteki i stoiska, gdzie pracują miłe panie bibliotekarki. Zamówiłam dwie książki, które wykorzystam w pisaniu mojej pracy licencjackiej.
Bartosz, w ramach odwdzięczenia się za okazaną z naszej strony troskę, zaprosił nas na kolację. Przygotował swoje danie popisowe-lasagne, o której od dawna marzyłam.
Druga lekcja hiszpańskiego. Wiem coraz więcej:-)

10.10.2010 Niedziela

Magiczna data. O 10 10.10.10 byłam w kościele, w zasadzie spóźniona przekraczałam jego próg. Z racji ładnej pogody w południe odbyłam krótką,ale za to jakże interesującą pogawędkę z sąsiadami na "tarasie" mojego pokoju. Potem tradycyjnie przyszedł czas na drzemkę, obiad u Ilonki i odwiedziny chorego Bartosza. Ja przystało na przeziębionego, poprosił nas o pożyczenie termometru. Kiedy do niego przyszłyśmy siedział w pokoju, przy otwartym oknie i twierdził, że tak trzeba. Upierał się, że tak powinien robić chory, gdy jest chory. Na pytanie jakie lekarstwa kupił, odpowiedział: 2 paczki Hollsów i miód. Ręce opadają...
Wieczorem poszłyśmy na 'Lemon's session'. Długo zachodziłyśmy w głowę, co też może oznaczać nazwa tego tajemniczego spotkania w mieszkaniu jednej z naszych koleżanek ze Skjoldhoja. Okazało się, że to pogaduchy przy napoju z limonek. Bardzo dobry i zdrowy sposób na spędzenie niedzielnego wieczoru. Nie brałam udziału w drugim wspólnym obiedzie u mnie w mieszkaniu.

09.10.2010 Sobota

Wstałam o 12. W soboty prowadzę wojnę z moim budzikiem. O 14 poszłam kupić pieczywo. Prawie całe popołudnie spędziłam w pokoju. Czytałam i jeszcze raz czytałam, wypisywałam słówka dla utrwalenia, wysyłałam spóźnione maile, odpisywałam na wiadomości. Cieszyłam się czystością mojego pokoju.
Moim problemem ostatnimi czasy są słodycze, nie potrafię tego kontrolować.
Sobota była również dniem, kiedy miałam pierwszą lekcję hiszpańskiego.

sobota, 9 października 2010

08.10.2010 Piątek

Dziś przygotowywaliśmy nasze songbooks. Moja strona z piosenką "Mama w kuchni" w wersji polsko- i angielskojęzycznej z wyjaśnieniem dlaczego akurat ta piosenka i odpowiednią stroną graficzną zrobiła wrażenie na pozostałych. Ustaliliśmy wspólnie z członkami naszej grupy, że przygotujemy na nasz występ piosenkę Barrego o łosiu(?)Upewnię się jeszcze, czy dobrze zrozumiałam i dodam tekst tej piosenki, może nawet jutro. Druga piosenka to... moja piosenka! Cieszę się niezmiernie, ale nie wiem jeszcze jak moja grupa wyobraża sobie przedstawienie jej widowni. Jedno jest pewne: będzie się działo, ale póki co rozpoczyna się kolejny weekend w Aarhus. Trzeba z tego skorzystać.
Wcześniej jednak dokładnie wysprzątałam moje królestwo, tak, żeby czuć się w nim przytulnie i komfortowo.
Warto dodać, że "zima idzie", jak powiedziała dziś do mnie Ilonka, kiedy wróciła z zajęć.