piątek, 10 grudnia 2010

07.12.2010 Wtorek

Praca nad final paper. Ostateczne starcie i próby podjęcia kolejnego wyzwania w postaci prezentacji dotyczącej naszego final project. Generalnie dzień wolny od zajęć na uczelni, ale trzeba się zmobilizować do aktywności na rzecz zaliczenia semestru we własnym pokoju. Udało się. Jakieś efekty są. Eszter ma randkę z Holendrem, czekam na relację:-)

wtorek, 7 grudnia 2010

06.12.2010 Poniedziałek

Wstałam o 6:40, żeby spotkać się z samego rana z Ahmedem, którego imię poprawnie pisze się w następujący sposób: Ahmad. W trójkę, razem z Iloną pojechaliśmy do jednej ze szkół, gdzie Ahmad był zaproszony jako role model do jednej z klas. Oprócz niego swoje historie opowiedziały dwie dziewczyny, a Martin-supervisor wspierał ich, obserwował i aktywizował młodzież po każdej przemowie. Dzieciaki z 9 klasy chętnie słuchały opowiadanych historii. Zadawały pytania. Po powrocie do akademika pracowałyśmy nad naszym projektem, który ostatecznie zakończyłam o 21. Chwila przyjemności-obejrzałyśmy z Eszter "Remember me", upiekłyśmy ciasteczka, poplotkowałyśmy z Anią i każda z nas udała się w kierunku swojego pokoju.

niedziela, 5 grudnia 2010

05.12.2010 Niedziela

U nas znów obficie pada śnieg, ale z tego co mogę dowiedzieć się z Internetu o pogodzie w Polsce, wynika, że warunki atmosferyczne sprzyjają tylko narciarzom, odcinając sporą część mieszkańców różnych regionów Polski od codziennych obowiązków. Tutaj ten paraliż jest głównie widoczny w opóźnieniach autobusów, całą resztę można jakoś znieść.
Mam nadzieję, że już niebawem odwiedzi mnie Ilona i zaczniemy pisać naszą pracę zaliczeniową.

04.12.2010 Sobota

Sobota trwała krótko i bardzo intensywnie. Oczywiście nie byłam w stanie wstać rano i pojechać na uczelnię. Ale miałam przy tym sporo szczęścia, ponieważ International Workshop Day okazał się wyjątkowo nieudany, ponieważ przyszło tylko 10 osób. Eszter przygotowała po powrocie posiłek dla nas i opowiedziała jak było w szkole. Później krótka drzemka przed kolejną imprezą miała uratować mnie przed złym samopoczuciem. O 9:30 rozpoczęło się przyjęcie urodzinowe Iriny, naszej rumuńskiej współlokatorki. Przyszło mnóstwo gości, których w większości nie znałam. Wydaje mi się, że to była pierwsza taka impreza w naszym akademiku, która przeciągła tylu ludzi i większość z nich była w świetnych nastrojach. Świetne towarzystwo, muzyka, czego chcieć więcej? O 12 pojechałyśmy do centrum, jak zwykle do Social Clubu. Tam impreza była średnia, dlatego też wróciłam o 3 do domu. Oczywiście, spotkałam naszą party-classmate Sandruśkę. Kiedy dotarłam do naszego akademika impreza trwała w najlepsze, ale gości było już zdecydowanie mniej, a większość z nich była w kiepskiej formie. Wróciłam więc do swojego pokoju i nawet głośna muzyka nie przeszkodziła mi w zaśnięciu. Byłam bardzo zmęczona.

03.12.2010 Piątek

Kolejny źle rozpoczęty poranek. Kolejny raz musiałyśmy rozkładać cały sprzęt od początku, ponieważ dzień wcześniej w naszej sali prób była impreza. Studenci grali w bingo...Jedna z naszych duńskich koleżanek miała definitywnie gorszy dzień ode mnie. Była wręcz niemiła. Zrobiłyśmy kilka prób, po czym przyszli nasi wykładowcy, którym zaprezentowałyśmy nasze przedstawienie. Okazało się, że zaprosili na nasz występ wizytującą grupę wykładowców z Finlandii. Chyba rozbawiłyśmy ich naszym występem. Potem przyszedł czas na słowa krytyki, które miały nam pomóc przed ostatecznym przedstawieniem w przyszły piątek. Musimy popracować nad slow motion, kolorowymi filtrami, tańcem i czymś jeszcze, ale zapomniałam, co jeszcze mieli na myśli.

Po powrocie zapakowałyśmy prezenty na przyjęcie. Pomogła nam Katherina. O 16:20 przyszła do mnie Ilonka, która powiedziała, że już o 16 powinnyśmy być w Klubie 3. Nie ukrywam, że zdenerwowałam się bardzo na wieść o tym, że znowu coś przeoczyła. Eszter pracowała w tym czasie nad moim wizerunkiem:-)

W Klubie zastałyśmy odświętnie ubranych i czekających na nas:Christiana, Ahmeda, Hassana, Stena i Charlotte. Pojechaliśmy wspólnie do restauracji, gdzie spotkaliśmy Marie, Sorena i pewną Norweżkę. Do końca nie rozumiem dlaczego była razem z nami, ale na pewno wkrótce się dowiem. Po obfitej kolacji przenieśliśmy się do domu Stena. To tam rozegrała się walka o prezenty. Był też konkurs: kto znajdzie w deserze „risengrod”(ryż a l’amande z gorącym wiśniowym sosem) kawałek migdału stanie się właścicielem kolejnego prezentu, itp. Idealnie pasowało do deseru porto.
Po 12 część z gości wróciła do domu z Ahmedem, my i Charlotte, Soren i Hassan zostaliśmy. Po godzinie pojechaliśmy taksówką do centrum i tam kontynuowaliśmy nasze Christmas party. W tym miejscu relacja dobiega końca:-)

czwartek, 2 grudnia 2010

02.12.2010 Czwartek

Czwartki i piątki od tygodnia wiążą się z koszmarem porannego wstawania o 6:40. Nie wiem jak wrócę do rzeczywistości, gdzie czasami trzeba wstać o 5, by dostać się na uczelnię. Tutaj jednak wszystko wydaje się łatwiejsze.
Kolejne próby naszego przedstawienia. Długie, żmudne i trochę nieefektywne. Oby to były tylko moje obawy. Widzę, że Ilonka ma ewidentnie jakiś problem ze sobą, niestety musi sobie poradzić z nim sama, bo ja i bez tego mam wystarczająco dużo stresu. Dzisiaj również rozmawialiśmy o naszych pracach semestralnych. Moja grupa została przydzielona Susane, która pytała nas jak przebiega nasz proces twórczy. W naszym przypadku zbieramy materiały, sporo już mamy. Teraz trzeba to wszystko pięknie przełożyć na pracę pisemną, prezentację i ćwiczenie dla całej grupy.
Po szkole poszłyśmy do Klubu 3, by porozmawiać z Ahmedem o jego zajęciu. Poznałam też Sorena. Jedyny pracownik,którego do tej pory nie miałam okazji poznać. Zostałyśmy na chwilę, by pogadać ze starszymi chłopakami. Dzisiaj urządzili sobie turniej bokserski, więc mogłyśmy im pokibicować. Po powrocie odwiedziłam Ilonkę, by pożyczyć od niej mikser i upiec piernik, którego jutro wręczę jako prezent jednej z osób z Klubu 3. Mam nadzieję, że jest to dobry wypiek i nikomu nie zaszkodzi. Dzisiaj też pozbyłam się moich słoiczków, które wszyscy znają w Hajredalu:-)Strasznie dużo się ostatnio dzieje, do tego stopnia, że wydaje mi się, że brakuje mi ciągle czasu.
Właśnie Eszter opuściła mój pokój, po krótkiej konwersacji na tematy powszechnie znane dziewczynom pożegnałyśmy się, życząc sobie wzajemnie kolorowych snów. Przede mną jeszcze wizyta w kuchni, bo pewnie pozostawiłam tam jakieś rzeczy, które należy posprzątać.Dobranoc, pchły na noc

01.12.2010 Środa

Można rozpocząć wielkie odliczanie powrotu do domu. Mam nadzieję, że ten ostatni miesiąc będzie najlepszym z całego pobytu tutaj. Mimo, że mroźna zima nie pomaga poczuć się lepiej, ale na pewno gwarantuje świąteczny nastrój. Chyba nie widziałam równie pięknie udekorowanego miasta w okresie Świąt Bożego Narodzenia w Polsce. Może dlatego, że w tym czasie rzadko odpuszczałam swoje rodzinne strony.
Dzisiaj spędziliśmy kolejny dzień w ARoS muzeum. Nasza grupa składająca się z: Ilona, Sarah M., Sandruśka, Iza, Lora i ja przygotowała zadania dla grupy Stefana. Mój obraz był omawiany jako pierwszy. Wybrałam "Three Ladies in Black" Haralda Giersinga. Pytałam członków grupy o symbolikę koloru, o uczucia, o skojarzenia, o to, co mogło się wydarzyć, jakie wydarzenie miało miejsce w tle sytuacji przedstawionej na obrazie i o to jaki tytuł nadaliby wybranemu przeze mnie obrazowi. Po wylosowaniu numeru poszczególne osoby odpowiadały na pytania. Zadanie dla grupy polegało na odegraniu scenki, dialogu pomiędzy postaciami z obrazu. Wydaje mi się, że bardzo spodobały się Susane przygotowane przeze mnie zadania. Pozostałe dziewczyny również przygotowały atrakcyjne zadania. Później spotkaliśmy się wszyscy w kawiarni, by omówić wykorzystane metody i połączyć zdobytą wiedzę z teorią omawianą na wykładzie dzień wcześniej. Kto chciał mógł zostać w muzeum i zobaczyć wystawy jeszcze raz. Chętnie skorzystałam z tej okazji. Jeżeli ktoś zapyta mnie co warto zobaczyć w Arhus, odpowiem śmiało, że ARoS muzeum. Ekspozycje znajdujące się w piwnicach budynku, których nie zdążyłam zobaczyć wczoraj były niesamowite, kontrowersyjne, demoniczne. Pokój imitujący rytm dnia, gdzie nie sposób wyliczyć wszystkie efekty specjalne zrobił na mnie ogromne wrażenie. Kolejna wystawa Christiana Lemmerz'a wywołała najwięcej kontrowersji wśród moich koleżanek i kolegów. Nie sposób dziwić się takim reakcją, gdy widzisz rzeźbę przedstawiającą kobietę, u której widać wnętrzności,a kończyny zostały oderwane. Okazało się, że autor w ten sposób chciał przedstawić ciało pięknej kobiety, którą widział podczas pobytu w USA. Była prostytutką. Tak urzekł go ten widok, że postanowił w ten sposób uczcić piękno i straszną zbrodnię. To jedno z lżejszych w odbiorze dzieł sztuki tego autora.

Po powrocie zdrzemnęłam się na chwilkę. Chwilka trwała 3 godziny. Po przebudzeniu, pełna nowej energii zabrałam się za sprzątanie mego królestwa.